Rozdziały będą dodawane w każdą niedzielę wieczorem c;
Enjoy xx
Otworzyłam oczy po raz setny tego ranka i uznałam,że mogę już wstać.Była godzina szósta trzydzieści a ja nie spałam od piątej.Nie wiedziałam czym to było spowodowane,ale bałam się nadchodzącego dnia.Czułam,że dzisiaj zdarzy się coś złego,tylko co?
Wstałam i otworzyłam okno.Uderzyło mnie gorąco,którego tak bardzo nienawidziłam.Nie rozumiałam fascynacji mojej siostry i mamy upałami.Byłam w stu procentach podobna do taty i tylko on potrafiłby mnie zrozumieć,ale nie mógł... Wiedziałam,że w przyszłości upuszczę Los Angeles i przeprowadzę się do znacznie chłodniejszego stanu.
Ubrałam biały t-shirt i czarną spódniczkę i ciemne conversy.Jak ja uwielbiałam kolory... Zeszłam powoli na dół i usłyszałam,że ktoś rozmawia z moją mamą.Czyżby listonosz przyniósł kolejne rachunki?Właśnie przez to nienawidziłam tego faceta.Był miły,ale zawód jaki wykonywał zniechęcał mnie do niego.
Ku mojemu zdziwieniu w kuchni stał mój najlepszy przyjaciel na świecie i był cały w skowronkach.Postanowiłam zepsuć mu trochę humor.W końcu od czego ma się przyjaciół?
Podeszłam i kopnęłam go najmocniej jak się da w tyłek.Myślałam,że padnę ze śmiechu jak zaczął jęczeć.Gdy zobaczył kto mu to zrobił zaczął mówić różne wyzwiska w moją stronę, a ja po prostu otworzyłam lodówkę, wyjęłam wodę i patrzyłam na niego z uśmiechem.
-Anastasio czemu kopnęłaś Andrew?!-krzyknęła na mnie matka.
No tak...Każdy był zakochany w Andrew.W końcu był idealny pod każdym względem, a ja niestety nie.
-Mamusiu trochę rozrywki o poranku każdemu się przyda-mrugnęłam do niej na co ona się tylko zaśmiała.
W tym momencie poczułam,że ktoś zaczyna mnie łaskotać,a tym kimś był oczywiście ANDREW.Myślałam,że zaraz nie wytrzymam,Nienawidziłam łaskotek i on dobrze o tym wiedział,ale przecież musiał się jakoś zrewanżować.Kiedy w końcu mnie puścił to odwróciłam się do mamy z kwaśną miną i powiedziałam:
-Jemu nic nie powiesz,co?
Mama przechyliła głowę z uśmiechem i odpowiedziała mi:
-Po pierwsze to nie moje dziecko,a po drugie to ty zaczęłaś.Jeśli to koniec waszych wygłupów to proszę was idźcie już do szkoły.-ruchem ręki dała nam jasno do zrozumienia,że mamy sobie iść.
***
-To ty zaczęłaś,więc czemu się nie odzywasz?-spytał Andrew,gdy byliśmy już niemal pod szkołą.
Spojrzałam na niego jak na idiotę.Czy mężczyźni naprawdę byli tacy puści?
-Nigdy tego nie zrozumiesz,musiałbyś być kobietą.
-To raczej niemożliwe-stwierdził.
Westchnęłam i kiedy zobaczyłam moją przyjaciółkę to od razu do niej podbiegłam zostawiając Andrew samego.Chwila,on nigdy nie jest sam,bo ciągle kręcą się koło jego kumple albo jakieś laski,które myślą,że jak pokażą cycki to on się z nimi umówi.Miałam dosyć tych nieszanujących się nastolatek.Za pół roku większość z nich kończy szkołę średnią,a nadal są puste.Jakim cudem one dostaną się do jakiegokolwiek college'u?Pewnie pomoże im w tym kasa ich rodziców.Niewdzięczne gówniary.Dlatego nienawidzę nastolatek pomimo,że sama nią jestem to się tak nie zachowuje.Najgorsze są te bogate,które wcale nie doceniają wartości pieniędzy.Niestety bogata suka zostanie bogatą suką.
-Co się tak zamyśliłaś?-zapytała Lena
Lena i ja byłyśmy bardzo podobne.Nasze rodziny miały podobną sytuację materialną i od kiedy ukończyłyśmy szesnaście lat każde wakacje spędzamy pracując.Zaczęłyśmy się przyjaźnić kiedy skończyłyśmy sześć lat.Każda z nas znała sekrety drugiej.Miałam jedyną przyjaciółkę,ale chociaż mogłam na niej zawsze polegać.
-Nic takiego,po prostu miałam małą bójkę z Andrew rano.
-Co tym razem zrobił ten rozpuszczony bachor?-niestety Lena nie przepadała za bardzo za nim i nie kryła się z tym.
-Tym razem to ja zaczęłam,ale to w sumie nieważne.Idziemy na biologię?
-Nie przypominaj mi o tym przedmiocie...
Zaczęłyśmy się śmiać i poszłyśmy w stronę naszej klasy.
Może ten dzień nie będzie jednak taki zły...
***
Wróciłam do domu z Andrew po siłowni.Nie miałam nic do robienia dzisiaj,bo lekcje odrobiłam wcześniej.Została mi tylko opieka nad małą Eve dopóki mama nie wróci z pracy.
-To,co jeszcze porobimy?-zapytał mój przyjaciel.
-Muszę się zająć Eveline dopóki mam nie wróci.
-Aha,no spoko.
Od porannej bójki nie odzywaliśmy się do siebie praktycznie wcale.Sama nie rozumiałam czemu się na niego obraziłam,ale czasami tak po prostu mam i on się do tego przyzwyczaił.Stałam i patrzyłam się na niego a on na mnie.Często patrzyliśmy sobie w oczy w ciszy.Sama nie wiedziałam,czemu to robiliśmy,ale było to dosyć niekomfortowe.Uratował mnie jego telefon,który powiadomił go o sms-ie.
-Cholera!-przeklnął.
-Coś się stało?-zainteresowałam się.
-Nic,nic.Michael coś odpierdala.
-A kiedy nas w końcu odwiedzi?
-Spokojnie,niedługo to zrobi.
Mike to przyjaciel Andrew o którym wiem tyle,że poznali się w wakacje i postanowili utrzymywać tę relację.Chłopak podobno wyróżnia się z tłumu z powodu jego kolorowych włosów i w sumie tylko tyle wiem.To było okropne,że nie wiedziałam nic więcej,ale nie chciałam na niego naciskać.Nie chciał nic więcej o nim mówić i postanowiłam to uszanować.
-Możesz mnie odprowadzić?-zapytał nagle i widziałam w jego oczach prośbę.
-Przykro mi,ale jest już ciemno,a nie chcę zostawiać Eve samej ani chodzić z nią o tej godzinie.Naprawdę mi przykro.
Chłopak opuścił głowę i wyszeptał coś w stylu "po prostu super" i zaczął oddalać się do drzwi.Pobiegłam za nim i złapałam go za rękę,a on tak po prostu zaczął mnie całować.Nie wiedziałam,co to ma oznaczać,ale postanowiłam oddać pocałunek.Czemu to zrobiłam?Z poczucia winy,czy dlatego,że po prostu tego chciałam?
Poczułam jak Andrew przyciska mnie mocno do drzwi i zaczyna mnie coraz mocniej całować.Czułam się jakby tym chciał zabrać ze sobą cząstkę mnie,tylko po co?Przecież jutro się znowu widzimy,znowu się pokłócimy.O co mu chodziło?
Po chwili puścił mnie,ale nadal był niedopuszczalnie blisko mnie.Patrzył się na mnie jakby chciał mnie na zawsze zapamiętać.Jego ręka znajdująca się na moim brzuchu zacisnęła się mocno,a ja nie wiedziałam co to miało znaczyć.Zaraz po tym Andrew przemówił i jego słowa jeszcze mocniej mnie zaskoczyły.
-Za pół roku powinienem zabrać cię na bal i powinniśmy się świetnie bawić.Potem powinniśmy pójść do tego samego college'u,ale oczywiście na różne kierunki-zaśmiał się,ale potem mówił dalej-Potem powinniśmy wziąć ślub,później w tym brzuchu-dotknął go jeszcze mocniej-powinnaś nosić nasze dzieci,które wychowalibyśmy na wspaniałych ludzi.Na samym końcu powinniśmy patrzeć na nasze wnuki i dotrwać razem do starości.Powinniśmy.
Patrzyłam na niego jak na szaleńca.Co te słowa miały znaczyć?!Czyżby zaplanował całą naszą wspólną przyszłość?
-Andrew co to ma znaczyć?-spytałam zaskoczona tym,jak mój głos zaczynał się łamać.
-Kocham cię,cholera nie masz pojęcia jak bardzo.
Po tych słowach znowu zaczął całować mnie podobnie jak wcześniej,tylko tym razem jeszcze mocniej.Nie wiedziałam co się dzieje,ale wiedziałam jedno.Przy nim czułam się wyjątkowo.Tylko czemu dopiero teraz to sobie uświadomiłam?Kiedy mnie puścił spojrzał się jeszcze raz na mnie,otworzył drzwi i zaczął się szybko oddalać.Szybko wyszłam na zewnątrz i krzyknęłam za nim:
-Też cię kocham!
On się tylko odwrócił,spojrzał na mnie i po chwili znowu zaczął iść.Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć i po chwili poczułam wibrację.Odblokowałam telefon i zdziwiłam się widząc tego smsa.
"Lepiej było pójść z nim,Anastasio.-Reject"
***
Brałam właśnie prysznic,gdy mama zwołała mnie,żebym przyszła szybko na dół.Nie wiedziałam o co znowu chodzi.Może Andrew przyszedł z wyjaśnieniami? Po drodze wzięłam telefon i zobaczyłam kolejną wiadomość od tajemniczej osoby.To przestawało być śmieszne.
"Lepiej nic o mnie nie mów,bo tego pożałujesz.-Reject"
Świetnie znowu jakiemuś dzieciakowi się nudzi,a ja muszę czekać aż sobie odpuści.Gdy w końcu byłam na dole przeraziłam się.Czemu Eve płacze i czemu w naszym salonie jest policja?!
-Anastasia McAdams?-spytał jeden z funkcjonariuszy.
-Tak,a co się stało?-spytałam zdziwiona.
Obaj gliniarze spojrzeli na mnie ze smutkiem,a moja mama patrzyła na mnie ze współczuciem.
-Przykro mi to mówić,ale musi się pani udać z nami na posterunek.Musi pani złożyć zeznania w sprawie śledztwa.
-Jakiego śledztwa?-czułam,że byłam bliska płaczu.
-Pani przyjaciel,Andrew Carpenter został zamordowany.Przykro nam.
Poczułam,że tracę grunt pod nogami.Upadając uderzyłam o coś ostrego w głowę i poczułam,że odpływam do krainy snu.Czułam,że przeżyje koszmar.Wiedziałam od rana,że ten dzień będzie katastrofą.Ostatnie co usłyszałam to płacz matki.
Jeśli się spodobało to zostaw komentarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz